Światło zimy – magia przesilenia i narodzin nowego słońca
W najciemniejszym momencie roku ludzie od zawsze czekali na światło. Nie tylko to, które pojawia się na horyzoncie po długiej nocy, ale również to, które budzi się w sercu – ciche, delikatne, prowadzące. Magia światła to jedna z najstarszych opowieści świata. W każdej kulturze symbolizowała nadzieję, odrodzenie i zwycięstwo życia nad śmiercią. Zima nie była końcem – była początkiem, chwilą oddechu przed nowym rytmem, znakiem, że po każdym mroku zawsze przychodzi dzień.
Ogień w dłoniach – dawni strażnicy światła
Gdy słońce znikało na wiele godzin, a mroźne wiatry zamieniały drogi w szron, ludzie zapalali ogień. W najstarszych kulturach ogień nie był tylko źródłem ciepła – był świętością. W Mezopotamii płonął na ołtarzach bogów, w Persji czczono go jako boskie światło Mitry, w Rzymie – w świątyni Westy, bogini domowego ogniska. Na Dalekim Wschodzie światło lampionów miało prowadzić dusze przodków, a w krajach północy płomienie Yule symbolizowały narodziny nowego słońca.
Ogień miał przeganiać ciemność i złe duchy, ale też przypominać, że życie trwa, nawet gdy ziemia śpi. Każdy płomień był obietnicą – tak dawniej rozumiano magia światła: jako akt nadziei, nie triumfu. Nie miała ona nic wspólnego z czarami, lecz z wdzięcznością. Z prostym gestem podziękowania za kolejny dzień, za istnienie, za blask w oczach bliskich.
Słowiańska magia światła
W wierzeniach Słowian przesilenie zimowe obchodzono z ogromnym szacunkiem. Nazywano je Godami lub Świętem Kolady – czasem, gdy słońce, osłabione przez zimę, rodziło się na nowo. Kolada był młodym bogiem światła i ognia, a jego narodziny zwiastowały nowy cykl życia. W domach rozpalano ogniska i świece, wieszano wieńce z sosny i jałowca, a na progu zostawiano ziarno – symbol płodności i nadziei na przyszłość.
Wielką rolę odgrywały też amulety. Kamienie i metale odbijające światło uznawano za dary słońca. Bursztyn – złoty i ciepły jak zachód dnia – miał chronić przed smutkiem i chorobą. Hematyt i obsydian noszono jako strażników siły w długie zimowe noce, a kryształ górski uważano za zamrożoną iskrę boskiego ognia. Wierzono, że ten, kto trzyma przy sobie kamień odbijający światło, nigdy nie zgubi drogi.
Światło w kulturze słowiańskiej miało jednak także wymiar duchowy. Symbolizowało prawdę i czystość intencji. Dlatego przy płonącym ogniu składano obietnice i pojednania. W ciemności łatwiej było zobaczyć to, co ważne – a płomień pozwalał wypowiedzieć słowa, których brakowało w świetle dnia.
Światło w innych kulturach – jeden symbol, wiele języków
W Egipcie odradzające się słońce utożsamiano z bogiem Ra, który każdego ranka wstaje z podziemi, by pokonać ciemność. Indie mają święto Diwali – festiwal świateł – do dziś oznacza zwycięstwo dobra nad złem, wiedzy nad ignorancją. Chińczycy Nowy Rok zaczynają się od zapalenia lampionów, które unoszą się ku niebu, zabierając ze sobą prośby i wdzięczność. Dla Celtów przesilenie było świętem bogini Brigid, patronki ognia, poezji i rzemiosła. W jej imieniu palono świece w każdym domu, a w popiele rysowano znaki ochronne.
Choć rytuały różniły się między sobą, ich sens był wspólny: światło to życie. To łącznik między światem ludzi a tym, co niewidzialne. To gest, który mówił: „jestem, trwam, pamiętam”. I choć dzisiaj zapalamy światła elektryczne, a nie pochodnie, to wciąż powtarzamy ten sam, pradawny ruch dłoni.
Kamienie światła – dawni sprzymierzeńcy słońca
W wielu kulturach kamienie uważano za uwięzione promienie światła. Niektóre z nich łączyły się szczególnie z zimowym czasem przesilenia. Kryształ górski symbolizował czystość i harmonię, miał przynosić klarowność myśli. Selenit odbijał blask księżyca i był uznawany za kamień spokoju – jego mleczna poświata miała chronić śniących. Bursztyn nazywano „łzą słońca” – jego ciepło przypominało, że nawet w środku zimy życie tli się pod powierzchnią.
W tradycjach słowiańskich popularny był też karneol – kamień odwagi i działania. Nosiły go kobiety, które chciały „rozpalić w sobie ogień życia”. Z kolei agat uznawano za talizman stabilności, bo jego warstwy przypominały słoje drzew – zapis czasu, który płynie, ale nigdy się nie kończy.
Magia światła dziś – spokojny rytuał codzienności
Współcześnie nie musimy już składać ofiar bogom ognia ani czuwać przy ognisku całą noc, by doczekać świtu. Ale wciąż możemy pielęgnować pamięć o tym, czym było światło dla naszych przodków. Zapalenie świecy w grudniowy wieczór, oddech przy oknie, przez które wpada pierwszy promień poranka, ułożenie kamienia na biurku – to małe gesty, które łączą nas z dawnymi rytmami świata. Z tą samą wdzięcznością, z jaką Słowianie witając Koladę, dziękowali za to, że słońce znowu wraca.
Magia światła nie jest już rytuałem religijnym – jest przypomnieniem. O ciepłocie, o nadziei, o tym, że w każdym z nas tli się własny płomień. I że wystarczy czasem jedna świeca, by poczuć, że wszystko znów ma sens.
Światło nie zna granic. Może płonąć w dłoni, w kamieniu, w słowie. I w sercu, które czeka cierpliwie na świt.
— Livia Korwin
